Każdy lider wie, że w przywództwie najważniejsi są ludzie i dlatego prowadząc innych ma dla nich czas, energię i zasoby. To prowadzenie ma swój cykl: od początkowo pełnej zależności, przez partnerstwo do samodzielności, która jest marzeniem każdego lidera. Sukcesem jest zespół, który osiąga poziom samodzielnego funkcjonowania, rozwoju i pomnażania. Niestety droga do takiego stanu bywa trudna, nie zawsze udana. Wypełniona bywa zmaganiami i porażkami. Okazuje się, że czasami zawodzi komunikacja, spada zaangażowanie, ludzie zmieniają zdanie, a niektórzy odchodzą, nie zawsze w pokojowy sposób. Odkryją coś, co zaczyna ich bardziej pociągać i znikają.

Ot, przywództwo!

Wydaje się, że powyższy opis jest również odzwierciedleniem procesu, który jest znany wszystkim rodzicom. Dziecko pojawia się w domu, całkowicie zależne, choć wcale nie bierne. Rośnie – i nie zawsze jest to łatwe, proste i przyjemne. Z zależności, staje się coraz częściej partnerem i w końcu mamy nadzieję, że osiąga cel wychowania, jakim jest samodzielność. (To nie to samo co niezależność, ale to temat na inną wypowiedź.) W ten sposób dzieci to najlepsi nauczyciele przywództwa. To one uczą nas, że nie wystarczy mówić o miłości, bezpieczeństwie, oddaniu, wartościach. To musi być przez nas, rodziców (liderów), praktykowane. To dzieci uczą nas sztuki cierpliwości. To one, czasami boleśnie, pokazują nam jak ważna jest sztuka komunikacji. Jak istotne jest zaufanie.

Wydaje się, że ważniejsze od tego, co osiągamy, jest to kogo wychowujemy. Na nic bycie wspaniałym liderem, gdy rozpada nam się rodzina. Tym bardziej, że naszym największym sukcesem wcale nie bywa nasz rozwój zawodowy, ale to, kogo wychowaliśmy. Jednym z zagadnień, które bywa w relacji rodzice – dzieci zaniedbane lub niezauważone, jest kwestia szacunku. W zdecydowanej większości domów, dzieci nie mają wątpliwości, że są przez swoich rodziców kochane, jednak już ta pewność często zniknęłaby, gdyby zapytać je czy są szanowane. Podobnie bywa w relacjach dotyczących przywództwa.

Czym jest szacunek?

Najprościej można by powiedzieć, że prawem do wyrażania swojego zdania, do bycia wysłuchanym i uwzględnionym. Czy w codziennej gonitwie nasze dzieci wiedzą, że są szanowane? Czy mają pewność, że będą wysłuchane, że nikt ich nie zignoruje (no bo dzieci i ryby głosu nie mają), że zostanie uwzględnione ich zdanie? Czasami my, rodzice, mamy tak mocny i silny obraz tego, co to znaczy być dobrym rodzicem, że gdzieś nam w tym giną nasze dzieci. Niestety podobnie bywa z przywództwem. Lider ma tak silny obraz tego, co ma być zrealizowane, pełne przekonanie jak rzeczy mają wyglądać, że inni czasami stają się tylko elementem do wypełnienia jego lub jej wizji. Nie słyszymy co mówią, ignorujemy ich pomysły i… ludzie nie czują się szanowani i prędzej czy później odejdą. Jeśli takie odejście jest jeszcze jakoś do wyrównania w przywództwie, to jest nie do wyrównania w relacji rodzic – dzieci. Nasze dzieci, każde z nich, jest niezastępowalne i najważniejsze.

Rodzicu, bądź liderem dla swojego dziecka, bo ono potrzebuje być poprowadzone. Chce się rozwinąć i chce osiągnąć samodzielność. A później? A później wróci do was już ze swoją rodziną (zespołem), swoimi zmaganiami, usiądzie obok was i zapyta: Tato, mamo, co sądzisz o tym lub o tamtym? Czy możesz mi pomóc?

Dodaj komentarz